Nowy “wspaniały” świat
Przysadzisty szary budynek o zaledwie trzydziestu czterech piętrach. Nad głównym
wejściem napis: „Ośrodek Rozrodu i Warunkowania w Londynie Centralnym”, na tablicy zaś
wyryte hasło Republiki Świata: „Wspólność, Identyczność, Stabilność”.
Gdy tylko wstaję rano wyciągam rękę by włączyć przycisk. Obudowa rozświetla się paletą czerwieni i błękitów wskazując obszar, który nie ma nic wspólnego z działaniem. Monitor widocznie się rozjarzył, bios, piibiip, zapraszamy.
W międzyczasie. Oglądam twarz. Wyglądam całkiem groteskowo. Przykry odór wypłukuję i już mogę się zabrać za czynności zdrowego człowieka. Łykam 20mg, popijając 7 łykami wody mineralnej niegazowanej. Przygotowuję posiłek. Zabiera mi to czas, w którym mój komputer wykonał miliony obliczeń. Jednak ja się tak nie przycinam. Nie wyspał się.
Nad okruchami kolejnych bułek staram się dowiedzieć czegoś o gospodarce, polityce, muzyce i innych sprawach, o których nie mam zielonego pojęcia. Wypowiadam się w niepochlebnym tonie o zwolennikach i przeciwnikach, o hossie i bessie. Czy naprawdę Tom Jones nagrał sakralną płytę czy też nie.
Zajmuje mi to połowę dnia by uświadomić sobie, że to wszystko już widziałem. Telefon wskazuje miejsce pobytu grupki ludzi. Wychodzę po Morleye. Wracam za chwilę.
Uradowany. Tym, że rozmowa się kleiła? Tym, że znowu jestem on-line?

Blog dobra sprawa, otwiera nowe wymiary i oblicza PC. Warto go pisać i składać litery do kupy. Pisarstwo jest cool, przeszłość jest śmieszna, blog is not death.